WOŁOWINA W CYNAMONIE I GOŹDZIKACH KEIRY METZ – WIEDŹMIN 3: DZIKI GON

[Uwaga minimalny spoiler alert]


Wiedźmińskie uniwersum to nie tylko budzące strach potwory, krwawe walki czy destrukcyjna magia, jest w nim jeszcze sporo miejsca na romantyczne uniesienia i chwile przyjemności, także te związane z kulinarną rozpustą.

Geralt dzięki swojej niezwykłej słabości do pomocy czarodziejkom w potrzebie ma okazję spróbować specjałów, jakie Keira Metz przygotowała w zamian za wsparcie na Kłomnicy na dziękczynną kolację w środku lasu. Co prawda bohater został podstępem namówiony do znalezienia i dostarczenia składników z zaginionego transportu, które zamiast magicznych odczynników okazały się być… zbiorem wykwintnych mięs, drogich win i przypraw z Zerrikanii.

   
keira-metz-kolacja-wiedzmin-3-dziki-gon   

Jednakże któż martwiłby się drobnym kłamstewkiem, jeśli miałby w zamian okazję skosztować wołowiny w cynamonie i goździkach przy akompaniamencie wytrwanego wina z Zubarran? A to wszystko w pięknej aranżacji, romantycznej scenerii, nie wspominając już o opcji pikantnego zakończenia tak uroczystego wieczoru…

My jednak nie będziemy ściemniać i powiemy wprost – biegnijcie do kupca po składniki, bo wołowina wg Keiry to naprawdę niecodzienna rzecz, która pozwoli Wam przenieść się na chwilę do świata wiedźmińskiej kuchni.

wołowina w cynamonie i goździkach - wiedźmin dziki gon (8)
ILE KALORII MA 1 PORCJA - KLIKNIJ!
WOŁOWINA KEIRY METZ
Wiedźmin 3: Dziki Gon
wołowina duszona z cynamonem i goździkami oraz winem

30 min
2 h (duszenie)
24 zł
3 porcje
średnio trudne
POTRZEBUJESZ

  • miska
  • patelnia
  • duży garnek
  • Składniki Koszt
    wołowina, u nas z udźca [600g] 13 zł
    wino czerwone półwytrawne lub półsłodkie [350 ml] 7 zł
    goździki – 4 szt. 0,20 zł
    cynamon – 1 laska 0,60 zł
    czosnek – 3 ząbki 0,30 zł
    cebula – 2 szt [200g] 0,40 zł
    marchewka – 1 duża [100g] 0,20 zł
    smalec lub masło klarowane – 3 łyżki [50g] 0,70 zł
    pieprz, sól 0,40 zł
    natka pietruszki – 1/3 pęczka 0,30 zł
    świeży chleb – 3 pajdy 0,80 zł
    [opcjonalnie] miód – 2 łyżki 0,50 zł
    Razem 24 zł

    © nerdskitchen.pl

    PRZYGOTOWANIE


    1. MARYNOWANIE (5 min)

    Mięso myjemy, oczyszczamy z błonek, kroimy w 2-3cm kawałki i wrzucamy do miski. Zalewamy je czerwonym winem (możecie też użyć półsłodkiego), dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, 4 goździki oraz 1 laskę cynamonu. Tylko przypadkiem nie wrzucajcie do marynaty soli, bo wołowina stanie się twarda! Miksturę mieszamy, zakrywamy miskę folią i wstawiamy do lodówki na co najmniej 10 godzin.

    wołowina w cynamonie i goździkach - wiedźmin dziki gon (9)

    2. SMAŻENIE CEBULI I MARCHEWKI (15 min)

    Na patelni rozpuszczamy 1 łyżkę smalcu lub masła klarowanego i wrzucamy na to 2 cebule pokrojone w piórka (czyli na pół, a następne w cienkie plasterki), dodajemy szczyptę cukru i smażymy na średnim ogniu ok. 5 min do lekkiego zrumienienia, co jakiś czas mieszając. Następnie przerzucamy usmażoną cebulę do garnka, a na patelnię dodajemy jeszcze ok. pół łyżki tłuszczu i pokrojoną w dużą kostkę marchewkę. Obsmażamy ok. 4 min i również przerzucamy marchewkę do garnka.

    wołowina w cynamonie i goździkach - wiedźmin dziki gon (1)

    wołowina w cynamonie i goździkach - wiedźmin dziki gon (2)

    3. GOTOWANIE MARYNATY (8-10 min)

    Mięso odcedzamy z marynaty, którą z kolei w całości (wraz z laską cynamonu i goździkami) przelewamy do garnka z usmażonymi warzywami i wstawiamy go na mały ogień, aby mikstura powoli się gotowała.

    4. OBSMAŻANIE MIĘSA (8 min)

    Na patelni rozpuszczamy resztę tłuszczu (ok. 1,5 łyżki), ogień ustawiamy na maximum i kiedy porządnie się rozgrzeje, wrzucamy mięso. Obsmażamy je z każdej strony do zrumienienia – w trakcie mięso puści wodę, którą należy odlewać do garnka z marynatą, aby pozwolić mięsu się usmażyć, a nie dusić. Gdy mięso będzie już przysmażone na brązowo, przerzucamy je do wrzącej mikstury w garnku (płyn musi być gorący, aby mięso nie doznało szoku termicznego i nie zamieniło się w gumową podeszwę).

    wołowina w cynamonie i goździkach - wiedźmin dziki gon (3)

    wołowina w cynamonie i goździkach - wiedźmin dziki gon (5)

    3. DUSZENIE (1,5 -2 h)

    Zawartość garnka doprawiamy pieprzem i dusimy pod przykryciem na małym ogniu, ok. 1,5-2h do momentu, aż mięso będzie delikatne, co jakiś czas mieszając i ewentualnie dolewając wody lub bulionu wołowego, jeśli większość płynu wyparuje. 

    wołowina w cynamonie i goździkach - wiedźmin dziki gon (6)

    Około 20 minut przed końcem gotowania wyciągamy cynamon i goździki oraz dodajemy soli. Mieszamy, próbujemy, w razie potrzeby dodajemy 1-2 łyżki miodu (to już zależy od Waszych preferencji – miód idealnie sprawdzi się, jeśli chcecie przełamać wytrawny smak winnego sosu słodyczą) i gotujemy do całkowitej miękkości mięsa oraz uzyskania  gęstej konsystencji, jak na zdjęciu poniżej.

    wołowina w cynamonie i goździkach - wiedźmin dziki gon (7) 


    PODANIE


    Gulasz podajemy posypany natką pietruszki i z pajdą świeżego, wiejskiego chleba. Takie wykwintne, korzenne danie z pewnością zadowoli Wasze podniebienia. W końcu Keira wie, co dobre! Vella Glan!
    wołowina w cynamonie i goździkach - wiedźmin dziki gon (8)

    POLECAMY RÓWNIEŻ PRZEPISY Z WIEDŹMIŃSKIEGO UNIWERSUM OD RIVSKI WŁÓCZĘGA!

    ZUPA CEBULOWA NA WINIE BUTCHER OF BLAVIKEN

    TOSTY ZIOŁOWE I BAGIETKA Z PASTĄ RYBNĄ

    „WIEDŹMIN. DOM ZE SZKŁA” – BIGOS NA ŚLIWKACH

    ZALEWAJKA MAHAKAMSKA

    „Pod Dzikiem i Jeleniem” – KASZA Z KAWAŁKAMI WIEPRZOWINY I SOSEM CEBULOWYM

    SANDACZ W TYMIANKU

    * dane dotyczące wartości energetycznych i odżywczych, czasu wykonania oraz ceny są jedynie szacunkowe i mogą odbiegać od rzeczywistości

    *strona posiada charakter fanartu (twórczości fanów) – nie jest powiązana z żadną marką

    *czcionka wykorzystana na zdjęciu pochodzi stąd

    Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestPrint this pageEmail this to someone
    Posted in Czas: 30-60 min, Danie główne, Danie mięsne, Przepisy, WIEDŹMIN and tagged , , , , , , , , , .
    • Brzmi i wygląda bardzo apetycznie. Zdecydowanie na maśle klarowanym. Aromat tylko na tym skorzysta 🙂

      • NerdsKitchen

        Korzenny, ale wytrawny smak naprawdę daję radę! Masło daliśmy zamiennie ze smalcem, gdyż ten drugi bardziej pasuje do wiedźmińskiego uniwersum, poza tym też dobrze podkręca smak 😉

        • To może niedźwiedzi smalec – czterdzieści orenów za sztukę? 🙂

          • NerdsKitchen

            albo psie sadło, po taniości za 10 orenów 😀

    • MadYarpen

      Dodane do ulubionych, będziemy próbować. Dzięki. Brzmi dobrze.

      • NerdsKitchen

        Dzięki i czekamy na wrażenia! 🙂

    • Patrycja Marszałek

      pyszna 🙂 polecam wszystkim

      • NerdsKitchen

        Dzięki za wypróbowanie!

    • d.trefl

      Robię już drugi raz, jest obłędna!!!

      • NerdsKitchen

        Jak zrobisz trzeci, to poprosimy foteczkę 😀 Odwiedzaj nas, bo niedługo wstawimy kolejny wiedźmiński przepis! Pozdro 🙂

    • Vergil

      Zrobiłem raz na romantyczną kolacje. Orgazm kubków smakowych (i nie tylko :P)

      • NerdsKitchen

        Gratulujemy 😀 Dzięki za wypróbowanie recki i mamy nadzieję, że to nie ostatni raz ! Pozdro 🙂

    • Bolo

      Jako że po pasterzeniu zapiekanek zostało mi wino, postanowiłem zrobić z nim coś sensownego. Zasadniczo sprawa rozgrywała się między powyższym daniem, a wypiciem go, bo nie chciałem dać mu się zmarnować. A że wielkim fanem win nie jestem, postawiłem ostatecznie na wołowinę.
      I jakże dobrze zrobiłem! Chcę zaznaczyć, na wstępie z grubsza, że jest to ścisła czołówka tutejszych przepisów, które popełniłem (bardzo ścisła). Z orgazmami niestety nie miałem takiego szczęścia jak Vergil, choć uczciwie rzec muszę, że jest to jeden z powodów dla których stosunkowo (huehue) długo wstrzymywałem się z robieniem tej potrawy. No ale że nikt na kolację do mnie nie przychodzi (poza poprzednim współlokatorem, który jakoś nie leży w żadnym kręgu moich zainteresowań), postanowiłem popełnić wszystko samemu.
      Mięso zakupiłem, wraz z warzywniakiem w tym samym francuskim markecie co ostatnio. I o ile mięso ujęło moje małe czarne serduszko, to na kilogram cebuli jedna była zgniła. No cóż… Wstałem sobie rano (taaa… o 10.30, kiedyś musiałem odespać pociąg z domu do krk), pokroiłem wszystko, zalałem, wsypałem gwoździe, wrzuciłem cynamon (swoją drogą cena cynamonu nie w proszku jest lekko mówiąc wysoka) i stwierdziłem bez większego zdziwienia że nie posiadam folii spożywczej żeby przykryć garnek (bo tak dużej miski też nie posiadam, a jak pani w sklepie się mnie spytała „a 70 deka może być” z 722g na wyświetlaczu to nie miałem serca odmówić 😉 ). Ale postanowiłem pozytywnie podejść do sprawy i, jak zwykle, zastąpić rzeczoną folię czymś co posiadam. Okazuje się że rozcięty woreczek śniadaniowy z powodzeniem spełnia tę samą rolę (nawet konsystencję ma podobną, ino nie zlepia się i nie przywiera do wszystkiego).
      Wróciwszy z pracy (zahaczając o sklep z piwem, bo wino do końca musiałem wlać), włączyłem sobie w tle olimpijskie zmagania Włochów i USA (ku własnemu zdziwieniu po cichu kibicując tym pierwszym) i ruszyłem na podbój kuchni. Mecz był na tyle zajmujący, że co chwilę biegałem patrzeć jak tam idzie (przy okazji sprawdzając co dokładnie w przepisie robić). Tym sposobem udało mi się przed ostatnim setem skończyć przygotówkę. Teraz musiało się udusić (o bogowie, od zapachu i z głodu niemal się utopiłem w ślinie). Na szczęście miałem co robić w międzyczasie duszenia, bo nadeszła kolej na naszych z Iranem. I też już w okolicach końcówki drugiego seta mogłem sobie spokojnie usiąść z gotowym daniem. Konsystencję osiągnęło mocno zbliżoną do czarniny (zresztą skojarzenie dopełniał kolor). W zasadzie całe było podobne, poza smakiem, ale i dziwić się nie ma czemu, bo różnica taka że zamiast krwi jest wino, a zamiast trochę mięska z kaczki i klusek – wołowina.
      W całym procesie przygotowywania prawdziwym wyzwaniem okazało się jednak wyszperanie wszystkich goździków. Po trzecim zrezygnowałem z ich szukania, przyjmując zasadę z dzieciństwa jak się nie mogło znaleźć jedynego klocka w całym pierodlniku z klockami LEGO – nieszukane rzeczy łatwiej się znajduje. Metoda po raz kolejny dała się lubić i krótko po tym jak już odparowywałem tylko, goździk się znalazł, a ja mogłem z uśmiechem na twarzy odparować wszystko jeszcze bardziej. W końcu dostało mocno gęstej konsystencji (niech żyją kuchenki gazowe, na elektrycznej bym chyba ze trzy dni musiał to gotować), a ja z uśmiechem na ustach wyszperałem jakąś szklaną miskę współlokatora (nawet nie wiem którego), no bo ładne zdjęcie (no dobra, znośne) musi być. A moja miska jest stara, obtłuczona i emaliowa. W jednym.
      No to wypadałoby powiedzieć coś o tym, jak to smakowało. Ano smakowało wyśmienicie. Cebulka niemal rozpuściła się w sosie wraz z miodem (bo sobie go nie odpuściłem stwierdziwszy że „no przecież nie zaszkodzi”) pięknie łamiąc kwaskowaty smak wina (jak pierwszy raz widziałem przepis, myślałem że może lepsze by było wytrawne wino… Otóż myliłem się), a trochę soli i trochę (więcej) pieprzu dodało odpowiednią głębię. No i korzenie (w sensie że cynamon i gwoździe), które tam gdzieś się czają, nie dominują i zostają na finiszu. I długo po też. Jeśli ktoś nie lubi cynamonu i goździków to musi uważać na ten przepis, ale jeśli nie ma nic przeciwko (jak ja na przykład) to powinno być wszystko ok. Zwłaszcza jeśli dobierze się do tego odpowiedni „napój”.
      Wiadomo, pierwszym wyborem w takich sytuacjach jest wino. No bo faktycznie by super pasowało. Genialnie na pewno skomponowałby się miód pitny (i to jak!). No ale jako że piwo to bardziej działka na moją ekspertyzę, przejdę do tego co wiem wincyj. Wziąłem sobie portera. Tylko nie takiego „zwykłego” (czyt. bałtyckiego) jak wszyscy przywykliśmy, tylko zrobionego po brytyjsku – niski woltaż, orzechy (bo dokładniej był to Hazelnut Porter z browaru Kingpin, który zresztą też jest na zdjęciu – tylko muszę je przysłać, a internety mi się kończą* tymczasowo, może z roboty jakoś podrzucę na dniach). Odrobinę się obawiałem bo takie piwo ma naturalnie spaloną goryczkę. Okazało się to jednak strzałem w dziesiątkę (a w każdym razie blisko wystarczająco)! Wszystko pięknie się skomponowało (poza pietruszką, której zwyczajnie nie dałem 😉 ), nie było ani pół nuty za dużo. Dlatego odradzam stouty (zwłaszcza dry, coffee i FESy, może milk/sweet dadzą radę ale wątpię żeby dały radę bardziej). Podobnie odrzuciłbym piwa mocno goryczkowe (na takiej czystej goryczy chmielowej, czyli IPY itd.). Ale, ku mojemu zdziwieniu, gdy wziąłem sobie z lodówki Harnolda by ugasić nerwy związane z czwartym i piątym setem który się właśnie toczył, też bardzo dobrze spasował (mimo że jedzonko już dobiegło końca). Zastanowiło mnie czemu i w pierwszej chwili odrzuciłem smak i goryczkę, bo (umówmy się) na tę cenę są ok, ale nie startować im do naprawdę zacnych piw (IMO oczywiście, każdemu co lubi 🙂 ). Wtedy mnie olśniło – Harnaś jest mocno gazowany (dla takich co tam bardziej chcą żeby pro i wogle – mocno wysycony). Więc w takie piwa też bym poszedł – wysycone, zrównoważone, nieprzesadnie goryczkowe. Może Amber Ale, może Weissbier, może Witbier. No albo Porter typu brytyjskiego.

      *Tutaj też przestroga – jeśli ktoś się zastanawia ile zeżera transmisja dwóch meczy w siatkówkę na żywo w średnio HD – bardzo dużo, około 6GB. Nie róbcie tego na internecie z telefonu 😉

      • NerdsKitchen

        No i po dwóch miesiącach dotarłam do tego jakże bogatego w narrację komentarza. Imo chyba jeden z najlepszych, bo zawiera kilka wątków! Sobie przyznaje karne… kolejne godziny w kuchni za bycie najgorszym blogerem, co to nie odpowiada na komenty 😀 W ramach zadośćuczynku przygotowałam kolejną mięsną potrawę z Wieśka, myślę, że będziesz co najmniej zadowolony – premiera jakoś pod koniec października 😉

        Wracając do samego komentarza, piszesz o olimpiadzie a ja mam wrażenie, że to było z 2 tygodnie temu, no cóż, przeżywam znaczne zagięcie czasoprzestrzeni ostatnio 😀 Swoją drogą taki meczyk to dobry motyw przy tej potrawie, która się dusi, a człowiek sobie umila czas pomiędzy przemieszaniami.

        Z nutami korzennymi w potrawie właśnie tak chcieliśmy zagrać, aby nie wychodziły za bardzo na prowadzenie, bo jednak nie wszyscy je lubią aż tak, a jednak ich nuta na finiszu jest bardzo przyjemna jeśli ktoś ich zbytnio nie hejci 😀

        Z % chyba faktycznie miód pitny byłby najlepszy, chociaż z piwem nikt z nas nie próbował tego konsumować, trzeba nadrobić.

        BTW na PGA się wybierasz?

        • Bolo

          Cóż, w tej chwili jesteś już tylko jeden do tyłu komentarz, także całkiem lajtowo 😛

          Co do potraw mięsnych z wieśka – przyjmę w każdej ilości, właśnie zbieram się za kończenie Krwi i Wina (no może nie aż takie kończenie, ale i tak srogo dojebałem z trójką ostatnio 😀 ), a tam jest z czego wybierać. Bardzo dużo, niektóre nawet gotowe, jak ostatnio zauważyłem. Niestety wiesiu nieco ogranicza mi czas na robienie jedzenia, więc ostatnio ograniczam się do mało wymagających potraw (już kilka razy nosiłem się z zamiarem zrobienia czegoś nowego, ale raz że zdjęcia i tak by nie było, bo telefon mój paść się poszedł, a dwa że większość albo się dusi, albo mi się nie chce eksperymentować i kończy się na zrobieniu jakiegoś turboburgera, czegoś z boczkiem (czasem burgera), albo czegoś jeszcze szybszego (czasem z boczkiem 😀 ).

          A co do PGA – neee, z krk mi nie po drodze do Poznania na takie wydarzenia, sam się dziwię, że na Pyrkon ostatnio dojechałem (opłaciło się, nie powiem). Zresztą wtedy prado będę (kolejno) u kumpla, na Babiej Górze i na siatkówce, także tym bardziej. Terminarz zasrany do połowy listopada chyba xD