THE MIGHTY CLUCK – GTA IV – podwójny chicken burger

Czy podczas gry w GTA IV także ciekła Wam ślinka, gdy Niko Bellic w przerwie pomiędzy rozróbami beztrosko zamawiał sobie zestawik w jednym z fast-foodów? Nam się zdarzało i jako zatwardziali miłośnicy mięcha nie mogliśmy oprzeć się marzeniom o wypaśnych burgerach z plakatów. Czas na największego zawodnika, Heart Stoppera z Burger Shota, przyjdzie nieco później, a w tym wpisie zajmiemy się czymś w rodzaju „małej” rozgrzeweczki – podwójnym chicken burgerem „The Mighty Cluck” z Cluckin Bella. Restaurację można odwiedzić nie tylko w IV, za to tylko tam możemy napotkać plakaty reklamujące tegoż burgera, który wg sloganu posiada o 200% większe piersi z kurczaka (aluzja do prawdziwej „kurczakowej” sieci i jej rzekomych praktyk). Warto wspomnieć, że jest to także ulubione miejsce posiłków kompanów Niko, Little Jacoba i Dwayne’a (pozdro dla kumatych).

Przy opracowywaniu przepisu postawiliśmy na oryginalną, kilkuskładnikową, aromatyczną panierkę i tradycyjne dodatki jak sałata, ser, ketchup i majonez. Jeśli chcecie użyć domowych bułek do burgerów – polecamy ten przepis na bardzo proste i dość szybkie mega buły. Burgery smakują w nich o niebo lepiej niż w dmuchanych bułkach z supermarketu.

the mighty cluck- gta iv - chicken burger m

ILE KALORII MA 1 PORCJA - KLIKNIJ!


PRZYGOTOWANIE


1. PANIERKA (3 min)

Płatki owsiane, kukurydziane, bułkę tartą oraz siemię lniane wrzucamy do blendera i miksujemy, aby uzyskać dość drobną panierkę. Możemy też użyć moździerza i utrzeć składniki lub utłuc je wałkiem do ciasta czy tłuczkiem od mięsa. Gotową panierką przesypujemy do szerokiego pojemnika lub talerza.
the mighty cluck- gta iv - chicken burger-1

the mighty cluck- gta iv - chicken burger-2

2. CIASTO (2 min)

Do miski wsypujemy wszystkie przyprawy (oczywiście możecie zmieniać skład w zależności od upodobań i zawartości spiżarni – dobrze pasuje tu też mielona kolendra czy kmin rzymski), dodajemy sos sojowy, mąkę oraz wodę. Mieszamy i próbujemy, czy ciasto jest wystarczająco aromatyczne  i słone – co prawda sos sojowy sam jest już dość słony, ale zazwyczaj należy dodać jeszcze ekstra porcję soli, gdyż mięsa nie będziemy już dodatkowo przyprawiać. Konsystencja ciasta powinna być bardzo gęsta, a kolor intensywnie brązowy.

the mighty cluck- gta iv - chicken burger-3

the mighty cluck- gta iv - chicken burger-4

3. MARYNOWANIE MIĘSA (3 +15 min)

Dużą, pojedynczą pierś z kurczaka dzielimy na dwa średniej grubości filety i ewentualnie oczyszczamy błonek. Następnie dokładnie obtaczamy filety w cieście i odstawiamy na co najmniej 15 minut do lodówki.

the mighty cluck- gta iv - chicken burger-12

the mighty cluck- gta iv - chicken burger-5

4. PANIEROWANIE + SMAŻENIE (6-8 min)

Zamarynowane filety dokładnie obtaczamy w panierce. W międzyczasie na patelni rozgrzewamy olej i na średnim ogniu smażymy kurczaka ok. 3-4 minut z obu stron aż do uzyskania złocistej panierki.

5. MONTOWANIE BURGERA (3 min)

Bułkę kroimy na pół i tostujemy od wewnątrz na suchej patelni (lub serwujemy świeżo upieczone buły wprost z piekarnika). Na dolną połówkę nakładamy ketchup, następnie liść sałaty, usmażonego kurczaka, plaster sera topionego, ponownie sałatę i kurczaka. Górną połówkę solidnie smarujemy majonezem, dokładamy na to jeszcze jeden liść sałaty i składamy w burgera, lekko dociskając go ręką, aby całość się nie rozpadła.

the mighty cluck- gta iv - chicken burger-10

the mighty cluck- gta iv - chicken burger-9

 

PODANIE

Tak potężny burger sprawi, że nie będziecie już więcej musieli zazdrościć Niko dostępu do ‚wspaniałości’ zachodnich fast-foodów.

Cock-a-doodle-do!

the mighty cluck- gta iv - chicken burger m

OM NOM NOM!

 

* dane dotyczące wartości energetycznych i odżywczych, czasu wykonania oraz ceny są jedynie szacunkowe i mogą odbiegać od rzeczywistości

*strona posiada charakter fanartu (twórczości fanów) – nie jest powiązana z żadną marką

*ukazanie repliki na zdjęciu jest zabiegiem ozdobnym i nie ma na celu promowania broni

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestPrint this pageEmail this to someone
Posted in Cena: 5-7,50 zł, Czas: 15-30 min, Danie główne, Danie mięsne, GTA, Przepisy, Z GIER and tagged , , , , , , , , .
  • http://yetiograch.pl/ Piotr „Jasiek” Próchnicki

    OTO NISZCZYCIEL ŚWIATÓW!
    „TEN, KTÓRY ŻOŁĄDEK ZAPCHA PO WSZE CZASY!”
    DRZYJCIE PRZED NIM I JEGO POTĘGĄ!

    • NerdsKitchen

      chyba nie trzeba już nic do tego komentarza dodawać :)

  • http://www.nope.no Paweł

    Damn, zgłodniałem na maxa. Świetne rzeczy tu macie, drodzy Państwo!

    • NerdsKitchen

      Dziękować! Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zapodać ten wymowny mem jako odpowiedź 😀

      • http://www.nope.no Paweł

        Hah, dokładnie! I’m indeed white 😉

  • Bolo

    Wczoraj w ramach tego, że odwiedził mnie kumpel i akurat wychodząc wybierał się do biedronki (czym mnie namówił, bo samemu mi się nie chciało iść), postanowiłem na szybko ogarnąć „co by tu wsunąć na kolację”. A że za tego tutaj się chciałem zabrać już kiedyś, to nie zastanawiałem się długo. Wyruszyłem więc na polowanie i upolowałem same warzywa – kurczaka, sałatę (jakiś mix, bo samej nie mieli, ale że za zieleniną nie przepadam to mi tam nie robiło zbytnio), a do tego pomidorka i cebulę „bo tak”. Współlokatora zadaniowałem na siemię lniane i płatki kukurydziane (owsiane jeszcze mi zostały od zeszłego roku od ciasteczków z żurawiną tutejszych, wypadało w końcu je zjeść) i tak przygotowany poszedłem jeszcze do innego sklepu, bo biedronka przy miasteczku jest upośledzona – nie ma przypraw prawie wcale i alkoholu wcale wcale. Tam też nabyłem ciemny sos sojowy, który o dziwo nie jest tym co sos sojowy. Ot niespodziałka.
    Wszystkie rzeczy przeprowadziłem tak jak przykazano w przepisie (ino podwójnie, bo współlokator tym razem nie odpuścił i też chciał), ale musiałem się tym zajmować stosunkowo późno. Bo jakoś tak wyszło, że licencjat, rezerwowanie pokoi, EURO i wogle. No to jak już przybiegłem po 21 do pokoju wyposażony w piwo na wieczór (o czym za czas jakiś), na szybko obsmyczyłem „ciasto” (wyszło gęstsze niż na zdjęciach ale się w sumie nie przejąłem, bo chciałem zdążyć na pierwszą połowę chociaż), wcisnąłem w to kuraka i wziąłem się za panierkę. Problem zaczął się od momentu gdy uświadomiłem sobie, że nie mam ani blendera, ani tłuczka, ani wałka, ani moździerza. No ale jak na zaradnego studenta przystało, wziąłem małą miseczkę, wsypałem ingrediencje, po czym stwierdziłem że nie ma siusiaka we wsi (no może ciut innymi słowy, ale wiecie o co cho 😉 ) i przesypałem to do sporo większej miski. Przyszedł czas rozwiązać kwestię ucieraka. Na szczęście z pomocą przyszło moje nie wyrzucanie butelek po dobrym piwie (jak się można domyślić sporo tego), więc wybrałem ładną, foremną 330ml, umyłem elegancko i (uzbrojony w Roggenbiera -> Apetyt na Życie od Pinty, którego polecam jako miły dodatek do robienia i w zasadzie do spożywania też tu się nada) ruszyłem na mecz. Oczywiście pierwsza połowa się skończyła tuż przed moim przyjściem, więc posiedziałem i poucierałem trochę przez przerwę. Szczęściem mój współlokator też na meczu był, więc co jakiś czas wymienialiśmy się tym wielce upierdliwym zajęciem (trzeba było jednak pożyczyć blender od kogoś xD). Wyszło… No cóż, powiedzmy że było stosunkowo drobno. Miejscami był aż miał, ale sporo większych okruchów też zostało (co nie umniejszyło smaku, po prostu nie zrobiło się takie ładniutkie). No to jak już Islandia dała radę, ruszyliśmy (w sensie ja i kurczak, współlokatorowi nie pozwoliłbym ręki przyłożyć do tego co będę jadł ja, samemu się może truć 😉 ) do kuchni poczwarzyć tę wieczorną przekąskę/obiad/kolację. Z braku trochę rzeczy (bo koniec roku akademickiego, za dwa tygodnie wyprowadzka, staram się ograniczyć kupowanie problematycznych w przewozie rzeczy jak olej) smażyłem na poteflonie na smalcu (żeby nie było – lubię smażyć na smalcu, ale nie na teflonie, na stali jest znacznie lepiej), ale chyba mnie trochę poniosło ze średniością ognia, bo długo się nie chciało zrobić. Ale ostatecznie wyszło złociutkie i chrupkie nawet, a w środku soczyste i mniamniuśne.
    Postanowiłem też nieco zmodyfikować przepis, gdyż serki kombinerki z wysokich landów czy innych krowich przetworów w folii nie lubię i zastąpiłem je zwyczajnymi plastrami sera tyle że wrzuciłem ja na patelnię mięso zaraz po jego obróceniu, po czym jeszcze i tak trochę poddusiłem (bo kurczaki wyszły cholernie grube, dwa filety po 370g, nawet po przekrojeniu były spore i musiały dostać winycj ciepła żeby nie być zbyt krwistym), więc serek się ślicznie rozpuścił, a moja buzia się cieszyła na myśl o jego smaku. W międzyczasie buły wylądowały w piekarniku (swoich nie robiłem, bo nie miałem kiedy i nie chciało mi się eksperymentować, chleb jakoś łatwiej mi wychodzi), tak tylko na podgrzanie.
    No to jak już się popełnił kurczak, przyniosłem do i, parząc sobie nieco palce, zmontowałem wszystko do kupy (dodałem masełko jeszcze pod ketchup, albowiem masełko ^,,^). Cholerstwo ledwie się trzymało pionu (no bo jeszcze dwa grube plastry pomidorka, dwa grube cebulki, a sałata poszarpana w siusiak i zmieszana z jarmużem (to chyba tak się pisze, bo „jamruż” mi podkreśliło) czy inną zieleniną. No i kurczaki turbo nierówne), zresztą jeden z nich doczekał się zdjęcia także też sobie zobaczyć będzie można. Pierwszy raz w mojej historii jedzenia burgerów rozmaitych w wieku niedziecięcym byłem autentycznie zaniepokojony, czy sobie z tym poradzę, takie to było wielkie (a jak *niektórzy* wiedzą, mam prawie dwa metry i sporą paszczę). Ale podołałem temu niełatwemu zadaniu, upieprzywszy się, ręce, brodę, deskę z której jadłem i szklankę z piwem w tak zwanym międzyczasie. Zgodnie z współlokatorem stwierdziliśmy, że było diablo pikantne, ale za to zajebiście smaczne. I nawet sycące (dotarłem do takiego momentu, że stwierdziłem że na normalny obiad, przy założeniu 3 posiłków dziennie by dało radę). Jakkolwiek jestem zdania, że jak burger to wołowina, to pewnie kiedyś zawitam jeszcze tutaj na chickenburgera, bo nie trzeba mielić mięsa i męczyć się z formowaniem go według stu siedemnastu technik starożytnych kucharzy amerykańskich. No i do czegoś muszę zużyć ciemny sos sojowy.
    No i jak już wspomniałem o ubrudzonej szklance (ale nie takiej od herbaty tylko ślicznej IPA Glass (vol. 2), z podtytułem od któregoś z moich znajomych „wszystko może być dildo jeśli jesteś wystarczająco odważna”), to wypadałoby nadmienić co tam było. Otóż chłodziwem do reaktora (vel gaśnicą) był Gold Rush (czyli American IPA). Wybór był świadomy i zacny. Choć, podobnie jak z dogami ostatnio, na pewno spasowałby tu jakiś lekki „kwaszok” albo Red IPA. Albo wspomniane wcześniej żytnie piwo. Ogólnie raczej nic mocno agresywnego, na pewno nie ma potrzeby palenia okolicy stoutem, ale zimą jakiś porter (bałtycki) powinien dać radę wyciągnąć przyjemne nutki.

  • Dominika Graj

    Dzięki! :)